Zawieszenie

Na nie wygląda.

Skupiam się na Soli ziemi.

O, losie parszywy!; Część IV, w której…

…wiedźma podejmuje się heroicznych uczynków

Sabat trwał w najlepsze, kiedy Ewa opuszczała tajemniczą polanę po zaledwie czterech dniach harców. Niestety, musiała wracać, ponieważ stało przed nią zadanie zdobycia Tygrysiego Oka. Sprawa byłaby dużo prostsza, gdyby wciąż było ono własnością poprzedniego króla Krainy chochlików – po prostu by tam wpadła, zrobiła małą rozróbę i buchnęła kamień. Jednakże…

Pamiętacie Iabgkrianbdakluma, chochlika przekonanego, że zawładnął nim duch-złodziej?

Sprawczynią całego zamieszania była rzecz jasna wiedźma. Read More »

O, losie parszywy!; Część III, w której…

…niemal już stracono nadzieję na dopełnienie tradycji

Noc była spokojna. Z powleczonego gęstymi chmurami nieba spadały powoli duże płatki śniegu, pokrywając – wreszcie, powiedzieliby niektórzy, lecz nie pisząca te słowa – świat warstewką białego puchu. Latarnia, stojąca kilkanaście metrów dalej, mrugała niczym dyskotekowe światła – czyżby odzywały się niespełnione ambicje? Z oddali nadszedł stłumiony, ponury grzmot, a może to tylko załadowana ciężarówka stawiała czoła polskim drogom. Nie ma wielu burz o tej porze roku… Kłęby pary wydobywały się z ust tajemniczego osobnika – czy może raczej Tajemniczego Osobnika, jako iż owo określenie zdaje się być już jedynym słusznym i na chwilę obecną możliwym do wykorzystania imieniem – który przytupywaniem i energicznym pocieraniem ramion usiłował się nieco ogrzać, lecz niespecjalnie mu to wychodziło. Grube drzwi, przed którymi sterczał, nie otwierały się od dłuższej chwili – rezydenci niewątpliwie spali, w końcu była druga w nocy… zerknął na zegarek, trzecia w nocy. O tej porze w łóżkach nie leżały tylko wampiry, pisarze, imprezowicze i komputerowcy, cała reszta świata zbierała siły na nadchodzący dzień, mniej lub bardziej donośnie chrapiąc. Read More »

Czar liczb

Słyszał jedynie szybkie bicie własnego serca i przenikliwy wizg. Przed oczami miał tylko ciemność, poznaczoną niewyraźnymi plamami szarości i czerwieni, czuł wilgoć wdychanego powietrza, poranny zapach zroszonej ziemi.

Piekące ciepło rozlewające się wewnątrz ciała, słabość i spokój ogarniające niczym przypływ.

Umierał, wiedział to doskonale, ale niespecjalnie się tym przejmował – żywił przekonanie, że zostanie tutaj nie byłoby dobrym pomysłem, godził się zatem na śmierć. Nie walczył. W pewien sposób był… usatysfakcjonowany, że jego przekleństwo dobiega końca. Nieuchronne dokonało się. Mógł mieć już tylko nadzieję, że klątwa nie zawładnie kimś innym.

Los zesłał mu wzrok, spojrzał na wroga.

Czwórka wyglądała na zawiedzioną.

__________

Moje pierwsze drabble.

Kojarzycie tego pana? :)

Pacyfow

Rycerz w lśniącej zbroi zsiadł z okazałego, białego rumaka, i, niedbale rzuciwszy pachołkowi wodze, dumnie wkroczył do przydrożnej karczmy, zaś duma owa okazała się dlań zgubą. Miast jak każdy rozsądny człowiek patrzeć pod nogi i uważać na różne niespodzianki, nos trzymał wysoko, zaś spojrzenie oczu błękitnych z obrzydzeniem błądziło po lichych, przeżartych przez korniki belkach, cudem utrzymujących strop i pokrytych grubą warstwą pajęczyn – nic zatem dziwnego, że progu nie zauważył i rymnął na zakurzoną podłogę wprost pod stopy zataczającego się pijaczka.

Pijaczek natomiast przez alkohol pozbawiony został zdrowego rozsądku i zapomniał, by uważać na znajdujące się tu i tam przeszkody, potknął się więc o mniej już lśniący hełm rycerza i, straciwszy równowagę mimo rozpaczliwego machania rękoma, wyłożył się jak długi, do reszty poniewierając kosztowną zbroję.
Read More »